Strona:Stefan Napierski-Ziemia, siostra daleka.djvu/36

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


ODWIEDZINY

«Któż użyczy mi skrzydeł gołębich,
bym wzbił się i spokój odnalazł?»
(Psalm, 55)

Opancerzony anioł stanął w lśniących drzwiach
i mieczem, dobrze znanym, wpoprzek je zagrodził.
Nie rzekł nic, lecz słyszałeś jęk najdalszych gwiazd.
Liście szumieć poczęły i wabić szelestem,
strugi biły, jak serce ciemne, niestrudzenie,
w obłokach park zielony romantycznie mroczniał,
a za drzew koronami przebłyskiwał marmur.
W okręgu była ziemia, w chmury otulona,
sunące barankami po widnym błękicie
nad kolumną spękaną, nad miastem woddali,
które nad rzeką spławną, płynącą spokojnie,
rozsiadło się szeroko, ochrą farbowane.
Bliżej ku tobie, w skrócie pięknej perspektywy,
drobny świerczek ukośnie stał, bardzo samotny,
a u stóp pies zdziwiony przystanął: przyjaciel.