Strona:Stefan Napierski-Ziemia, siostra daleka.djvu/33

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.



WIDOK

Nie święci to garnki lepią, — chmury kołują wokół kominów. Jedno spojrzenie wystarczy, a pamięć zawisa na lnianej linie wiatru; starcza ściana naprzeciw, sadzą nasiąkła. Patyna miasta! balkony pnące się wzdłuż murów, gniazda jaskółcze mieszczaństwa, brunatne skrzynie z odpadkami, tafle szklane zaciągnięte szczelnie. Wieżo kościoła zielonkawa, różowana zachodem, smukłość, siła i lot!
Tam, jak oko, rozchyla się okno, czemu dłonie szukają oparcia? Wyruszysz w pochód, w napowietrznych dzwonach, nad dziedzińcem, zamiecią i spokojem. Wielka twarz wynurza się ku ptakom i strunom, leży płasko, odgraniczona tułowiem, na studni przestworu. Wiatru wargi włosy muskają, grzebień grzęźnie w splotach drętwych, na gładziźnie przestrzeni głowa uśpiona. Łatwo stąpasz po stopniach, zachwycony.
Wieczornie mącą się oczy, garnki terkocą, poruszane wokrąg palcami, łupiny spękane z gliny: gwiżdże w nie mrok. Czarne dymy, posre-