Strona:Stefan Napierski-Chmura na czole.djvu/78

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


BRUKI

Któregoś dnia skończone. Oskardów brzęczenie,
Przebrzmiewające tępo, jak twe zamyślenie.
Odeszli czarni, nadzy, lub w niebieskich bluzach.
Z ramion naoliwionych podrywa się Muza,
Chlaszcze na wskos po twarzy swem pierzastem skrzydłem.
Poczem z okna się miota, niewidzialnem śmigłem
Poruszana, z warkotem, zataczając kółka,
Jak mechaniczna w pustce błękitu jaskółka.
Zostajesz sam, wydrwiony. W górze pióro chlasta,
Nad przedmieściem pochyla się gipsowa maska,
Z kurzu zlepiona, bruków bogini wspaniała,
Mieszkanka rzuconego na kamienie ciała.

Jerzemu Zagórskiemu