Strona:Stefan Napierski-Chmura na czole.djvu/68

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


BRUKSELA

Złe miasto, gdzie, ściągnąwszy brew,
Błądziłeś, czuły i szalony,
O, chłopcze! znów smakuję krew,
Na wargach nalot słony.

Opadał zdarty mściwie głos
I rudy kosmyk ponad czołem,
Jak struna rdzawa, plącząc włos
Z złym, kudłatym aniołem.

Wokoło skroni chudych bił
Płomyk, jak pyton metaliczny,
Z dymiących trzew, z rozdartych żył,
Piał twój jęk krystaliczny.

Gdy w podniebieniu tkwiący grot
Zeszywał zielonkawe chmury,
Nad Panteony wznosząc młot,
Targałeś tkliwe struny.

Ponury, w kułak zwarłszy pięść,
Kąsając wargi i wybladły,
Rozbłyskiem zębów rwałeś więź —
Patrz! rdzawe liście spadły...

Józefowi Czechowiczowi