Strona:Stefan Napierski-Chmura na czole.djvu/41

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


PIÓRO

Wysłańcze wielkooki, prószą pióra białe,
Sypiesz mak, by bezsennym zakleić powieki.
Nie widzą cię źrenice. Są niedoskonałe.
Roją miesiąc, plejady, planetarne rzeki.

Tam przestwór nieskalany zna przelot anioła,
Wysoki ton harmonii, który blaskiem budzi.
— Wtedy stajemy w oknach. Nocą nikt nie woła.
Patrzymy w płomień świecy, podobni do ludzi.

Tak mijasz wzrok uśpiony. I w czyste przestrzenie
Opadasz, gdzie ogłuchły ostatnie klawisze.
Odtrącasz wpółocknionych. Niech trwa zapatrzenie.
— Spójrz na pióro, Serafie, którym zwolna piszę.