Strona:Stefan Napierski-Chmura na czole.djvu/37

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


WRZESIEŃ

Pierwsze liście opadają z drzew,
Przewiały szumy letnie,
Czarna gałąź, sterczący krzew,
Kiedyż niebiosa przetnie?

Na zmierzchowo oddalony świat
Źrenice patrzą pustsze,
Nikły profil u szyby zbladł,
Jak w popielatem lustrze.

Nie wyciągaj daremnie rąk
Ku rozpostartej dłoni:
Srebrna nić z pokoszonych łąk
U szczupłej igra skroni!