Strona:Stefan Napierski-Chmura na czole.djvu/24

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


OCZEKIWANIE

W mojego domu białych ścianach
staromodne firanki, zielone żaluzje.
W każdem oknie staję na czatach:
szyby patrzą, wylękłe i groźne.

Na parapecie ustawiłem bukiet,
wymalowałem chmurne framugi.
Słyszę: stukają wróble, biją drobne dzioby,
żalą się stwory w jęku długim szarugi.

Ale on nie nadchodzi. Dźwięczą fontanny
i smak ołowiu podpływa pod wargi —
czesze włosy księżyc zaranny,
rzuca grzebień w studnię bez dna.

A on zęby szczerzy, w gałązkach krąży,
w dach wali rudy, w rynnach się sroży,
z Zachodu na Wschód burzyciel dąży,
w drzewach, nie we mnie, miota się dech boży!

Feliksowi Konopce