Strona:Stefan Grabiński - Salamandra.djvu/114

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Zaklęcie Czterech.

Zastaliśmy go w pozycji z przed tygodnia; tylko policzki śpiącego zapadły się głębiej i ciało stało się podobniejsze do wyschłej drzazgi.
Zaświeciłem na sklepieniu trzy lampy z oliwą i łagodne światło rozlało się po wnętrzu. Wierusz rozpakował tobół, przyniesiony przez nas we dwójkę z Parkowej do podziemnej kryjówki. Zaczęliśmy wyjmować przybory i rozstawiać na pakach pod ścianami. Andrzej podał mi srebrną kadzielnicę i polecił napełnić łódkę mieszaniną wawrzynu, soli i żywicy. Sam wdział szatę barwy hematytu, ściągniętą w połowie pasem ze stali, zamknął w zatrzaski powyżej łokcia spinki żelaznych naramiennic i nałożył na głowę wieniec z ruty i lauru.
Wręczyłem mu dymiącą już kadzielnicę. Zawahał nią parę razy, zwracając się na wszystkie cztery strony świata.
Tibi sunt Malchut et Geburah et Chesed per aeonas! — szeptały usta sakramentalne słowa rytuału.
Wśród kłębów żywicznego dymu postać maga zda się urosła do nieludzkich kształtów i uniosła się w górę.