Strona:Stefan Grabiński - Salamandra.djvu/111

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Nie, o ile go żywcem nie pogrzebią, lecz pozostawią w spokoju aż do chwili przebudzenia się. Niestety, nieraz zachodzą tu straszliwe pomyłki. Może się też zdarzyć, że dusza śpiącego nigdy już w ciało nie powróci.
— Dobrowolnie?
— Z własnej woli lub wskutek tego, że jakaś inna monada duchowa spragniona inkarnacji skorzysta z nieobecności właściciela i wkradnie się w opuszczone chwilowo przezeń ciało.
— Wtedy chyba następuje przebudzenie?
— Oczywiście, lecz z cudzą jaźnią. Budzi się całkiem nowy, obcy otoczeniu człowiek, tylko wyglądem fizycznym podobny do tamtego.
— To są szalone hipotezy!
— Nie, mój kochany, to są fakta — rzadkie wprawdzie, ale fakta.
— Lecz o Jastronia możemy być spokojni; samiśmy się przekonali naocznie, że nikt dotychczas nie złakomił się na jego marną cielesną powłokę.
— Na ciało fizyczne nie, ale kto wie, czy nie na jego astral, na ten eteryczny łącznik między duszą a ciałem, który hinduska yoga określa terminem Linga Sharira?... Z tej fluidycznej protoplazmy może Duch utworzyć sobie dowolną postać, nadając jej łudzące pozory ciała fizycznego. Czy byłeś kiedy świadkiem materjalizacji medjumicznej?...
Zanim zdołałem odpowiedzieć, usłyszeliśmy trzykrotne uderzenie w drzwi od korytarza. Wierusz popatrzył na mnie:
— Kto to być może teraz, o tej godzinie?
Pukanie powtórzyło się.
— Proszę — odpowiedział Andrzej z niechęcią.