Strona:Stefan Grabiński - Niesamowita opowieść.djvu/169

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


ścinający krew lodem, zwid pustki bez dna i bez krańców...
Sam, zupełnie sam z myślą swoją samowtór...

Któregoś dnia, goląc się przy dużem, ręcznem zwierciadle, doznał Odonicz szczególnego wrażenia: wydało mu się nagle, że ta część pokoju, którą miał poza sobą, widziana teraz w lustrze wygląda „jakoś inaczej“.
Odłożył brzytwę i pilnie zaczął studjować odbicie tylnej partji sypialni. Istotnie przez chwilę wszystko tam poza nim przedstawiało się inaczej niż zwykle. Lecz na czem polegała ta zmiana, nie umiałby bliżej określić. Jakaś specyficzna modyfikacja, jakieś dziwaczne przesunięcie proporcji — coś w tym rodzaju.
Zaciekawiony położył lustro na stole i oglądnął się, by skontrolować rzeczywistość. Lecz nie znalazł nic podejrzanego: wszystko było po dawnemu.
Uspokojony zajrzał ponownie w zwierciadło. Lecz teraz znów pokój wyglądał normalnie; szczególna modyfikacja znikła bez śladu.
— Hiperestezja ośrodków wzrokowych — nic więcej — uspokajał się naprędce skleconym terminem.
Lecz przyszły następstwa. Odonicz zaczął odczuwać odtąd lęk przed tem, co było poza nim. I dlatego przestał oglądać się poza siebie. Gdyby