Strona:Stefan Grabiński - Niesamowita opowieść.djvu/168

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


kształtującej go myśli? A może wszystko jest tylko fikcją jakiejś głęboko zamyślonej jaźni. Tam gdzieś, w zaświatach ktoś ciągle, ktoś od prawieków myśli — a świat cały a wraz z nim biedny ludzki narodek jest produktem tej wieczystej zadumy!...
Kiedyindziej popadał Odonicz w egocentryczny szał i powątpiewał o istnieniu czegokolwiek poza sobą. To on tylko wciąż myśli, on, dr. Tomasz Odonicz a wszystko, na co patrzy i co spostrzega, to tylko wytwór jego kontemplacji. Cha, cha, cha! Bajeczne! Świat jako skrzepły produkt myśli indywidualnej, świat jako krystalizacja myślowego rozczynu jakiejś szalonej jaźni!...
Moment, w którym po raz pierwszy dotarł do tej ostateczności, zaciążył nad nim fatalnie. Nagle z dreszczem niesamowitego lęku uczuł się Odonicz okropnie samotnym.
— A jeśli rzeczywiście tam poza węgłem niema niczego? Któż zaręczy, czy poza t. zw. rzeczywistością wogóle coś innego istnieje? Poza tą rzeczywistością, której twórcą prawdopodobnie jestem sam? Dopóki w niej tkwię zanurzony po szyję, dopóki mi ona wystarcza — wszystko jako tako. Lecz gdybym tak zapragnął dnia jednego wychylić się z bezpiecznego środowiska i spojrzeć poza jego rubieże?
Tu uczuł ostry, dojmujący do szpiku kości chłód, niby mroźną, polarną atmosferę wiecznej nocy. Przed rozszerzoną źrenicą pojawił się zwid,