Strona:Stefan Grabiński - Niesamowita opowieść.djvu/166

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


bnych jamochłonów. A właśnie życie gąbki szczególnie cię interesowało. Chyba temu nie zaprzeczysz, co?
Odonicz przystanął w środku pokoju, uderzony tym wywodem.
— Hm — mruknął — istotnie zaprzątuje me myśli już od paru godzin. Lecz cóż z tego do stu szatanów?! — wrzasnął nagle na cały głos. — To jeszcze nie racja!
I spojrzał znów z ukosa na biurko. Lecz tu ku niepojętemu zdumieniu ujrzał teraz zamiast gąbki zaginiony przycisk. Leżał sobie cicho i spokojnie jakgdyby nigdy nic na wyznaczonem mu od lat raz na zawsze miejscu. Odonicz powiódł ręką po czole, przetarł powtórnie oczy i przekonał się, że nie marzy: na biurku leżał przycisk, porfirowy przycisk z gładką, toczoną gałką w pośrodku. Gąbki ani śladu — jakgdyby jej nigdy tutaj nie było.
— Przywidzenie! — zawyrokował. — Halucynacja pod wpływem chwilowego przepracowania.
I zasiadł z powrotem do biurka. Lecz jakoś nie zdołał sklecić ani jednego zdania więcej tej nocy; „przywidzenie“ nie dawało mu spokoju i mimo wysiłków nie potrafił skupić się do pracy...
Historja z gąbką była jakby przygrywką do innych podobnych objawów, które odtąd coraz częściej zaczęły go prześladować. Jakoż niebawem