Strona:Stefan Grabiński - Niesamowita opowieść.djvu/164

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


ozdobionych chyba tu i ówdzie parą angielskich, pogodnej treści sztychów. Nic tu nie mogło zaskoczyć, nic przykucnąć niepostrzeżenie za jakim węgłem.
— Jak w szczerem polu — myślał sobie nieraz Odonicz, pojąc wzrok oczywistością otoczenia. — Stanowczo dom mój nie jest terenem dogodnym dla chowanki.
Jakoż zdawało się, że zarządzone środki prewencyjne odniosły pożądany skutek. Odonicz uspokoił się znacznie i czuł się nawet w tym czasie względnie szczęśliwym. I nic nie byłoby zamąciło świętej ciszy, gdyby nie pewne szczegóły zresztą dość niewinnej natury, gdyby nie pewne, takie sobie śmieszne szczególiki...
Jednego wieczora ślęczał Odonicz przez parę godzin bez przerwy nad wykończeniem większej naukowej pracy, którą zamierzał drukować w najbliższej przyszłości. Dzieło wchodzące w zakres studjów przyrodniczych zwalczało niektóre nowsze hipotezy biologiczne, wykazując ich bezradność wobec fenomenów zaobserwowanych w życiu stworzeń na pograniczu między światem zwierzęcym a roślinnym.
Znużony dłuższym wysiłkiem myśoołidłlży na chwilę pióro, zapalił papierosa, poczem odchyliwszy głowę na poręcz fotelu, położył prawą rękę na biurku, prostując ścierpłe od pisania palce...
Wtem — wzdrygnął się, wyczuwszy pod niemi coś miękko — ustępliwego. Mimowoli cofnął rękę