Strona:Stefan Grabiński - Niesamowita opowieść.djvu/137

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

wszystkich zakłopotane z tajonym wylękiem patrzyły w oczy pani. Pani S. tknięta przeczuciem zapytała o zdrowie ukochanej córki Walerji, którą pozostawiła wyjątkowo w domu. Wtedy wystąpiła w imieniu innych stara piastunka, Nastusia, oświadczając z drżeniem w głosie, że panienka albo zaspała, albo, co nie daj Boże, zasłabła; dotąd bowiem z sypialni nie wyszła, chociaż wczoraj wieczorem zapowiedziała, że wstanie wcześniej, by powitać matkę. Budzić nikt dotąd nie śmiał, zresztą panienka onegdaj zamknęła się od wnętrza a dostać się do pokoju inną drogą nie można.
„Zaniepokojona pani S. natychmiast pośpieszyła na górę i zaczęła gwałtownie potrząsać klamką od drzwi sypialni córki. Gdy po kilku podobnych próbach z wnętrza nie odpowiedziano, zaleciwszy zupełne milczenie, przyłożyła ucho do wlotu klucza, nasłuchując oddechu śpiącej. Lecz wewnątrz panowało głuche milczenie. Wtedy przerażona kazała bezzwłocznie wyważyć zaryglowane podwoje. Po wejściu do środka pierwsze spojrzenie skierowała pani S. na łózko córki. Oto, jaki widok przedstawił się oczom nieszczęśliwej, jak gromem rażonej matki:
„Pod kobiercem białych lilij leżała na wznak z rękoma złożonemi jak do modlitwy, Walerja. W piersi, w okolicy serca tkwiła rękojeść puginału; z pod kwiatów, na kołdrze, rąbku koszuli na piersiach i białym wełnistym dywanie