Strona:Stefan Garczyński - Wacława dzieje.djvu/89

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

Uczyć się będą tego na wyścigi!
Jam ciebie — tylko wspomnij sobie lepiej,
Jam cię zachęcał żartować z religji;
Bo jedna zbrodnia drugą zbrodnię krzepi!

HELENA.

Nieprawda!

WACŁAW.

Także? — wszelako o lilji
Mówiłem długo — pamiętam — wieczorem
Jam wracał, jeśli pamięć mię nie myli,
Z kościoła — przyszłaś pytać czy nie chorym,
Wszyscy pytali — byłem słaby mocno!
Lecz nie na ciele: na umyśle słabym!
Czułość w słabości potrzebną — pomocną.
Zle ze mną było — bo wtenczas — ach jabym
Wszystkie roztargał człowieczeństwa węzły,
Byle te myśli co w duszy uwięzły,
Wysadzić z głowy, wyrugować z serca.
Siostro! tyś przyszła jako anioł do mnie,
Jam ci o lilji wspomniał bezprzytomnie —
I tak brat siostry własnej przeniewierca!

HELENA.

O nie — tyś wyrzekł — nie wtenczas — przypadkiem —

WACŁAW.

Więc z czystą duszą, Bóg jest moim świadkiem!
Czyż mogłem przeczuć że słowo, jak z ziarna
Kwiat zakazany, w twem sercu wyrośnie?
Dostrzegłem ale zapóźno, niestety!
Z białości plama nie wychodzi czarna!
Siły rodzącej nie zatrzymasz wiośnie!
Miłości z serca nie wydrzesz kobiety!
Chciałem! napróżno! — cóż pomoże słowo!
Gdzie czucie niema ucha dla wyrazu?

HELENA.

Nie mów tak, nie mów! — jam była gotową
Każdy cień twego wypełnić zozkazu!
Tylko ta miłość! —

WACŁAW.

Zbrodnią nazwij raczej!

HELENA.

Miłość czy przyjaźń — cóż mi słowo znaczy?
Miłość czy przyjaźń — jam ciebie kochała!
Ty że mnie kochasz, już od tego razu