Strona:Stefan Barszczewski - Czandu.djvu/255

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


przez spalenie się prochu w zwykłej rakiecie papierowej, zaledwie 2 proc. zużywa się na wytworzenie energji; że w najlepszych nawet maszynach parowych wyzyskanych było tylko 16 proc. kaloryj; w silnikach wybuchowych przy aeroplanach niespełna 25 proc., a w słynnych silnikach Diesla, uznawanych za rekordowe — nie więcej niż 35 proc., reszta zaś szła na marne!
W stosunku też do tego olbrzymiego wyładowania energji zwiększyła się szybkość lotu rakiety, dosięgając 3,000 metrów na sekundę, a zatem szybkości, jakiej nie posiadał pocisk najdoskonalszego działa dalekonośnego.
Ulepszając swą rakietę, fizyk amerykański zastąpił jeszcze proch przez bardziej prężliwe, a nie rozpalające pocisku, gazy zgęszczone, wciąż zaś w zamiarze dosięgnięcia księżyca podzielił swój pocisk, któremu oczywiście nadał też rozmiary odpowiednie, na kilka komór, wybuchających kolejno automatycznie w miarę unoszenia się pocisku w przestwór, każdy przytem wybuch nadawał pociskowi nową energję do posuwania się naprzód, co później zastosowano właśnie we wspomnianych powyżej propulsorach samolotowych.
Ileż to jednak lat upłynęło od czasu, gdy Goddard pracował nad swoim pociskiem, mającym uderzyć w księżyc? Nie dziw zatem, że teraz pociski, wypadające z okrętów amerykańskich, tak się różniły od pierwotnych, jak karabin maszynowy z wielkiej wojny europejskiej różnił się od