Strona:Stefan Barszczewski - Czandu.djvu/144

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Wyrzekłszy te słowa, podniósł się z fotela i wyszedł z gabinetu.
Nie upłynęło jeszcze godziny, a już w parkach lotniczych Rzeczypospolitej Polskiej wszczął się ruch niezwykły, i wnet cała eskadra samolotów wojennych poszybowała na wschód całym pędem swych maszyn, zawiadamiając po drodze władze rosyjskie o celu podróży.