Strona:Stefan Barszczewski - Czandu.djvu/136

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


dr. Chwostek, w którego zapadłych oczach błyszczał zagadkowy ogień podniecenia.
— Wizja Ju — powtórzył Znicz machinalnie, zajęty swemi myślami — i całe jego zachowanie się są dla mnie dowodem wystarczającym, że zamach istotnie nastąpił.
— Ależ — zawołał Parker — to szaleństwo, bo czy można przypuszczać, że Europa sfederowana nie posiada dość siły, aby ukarać takie zuchwalstwo?
— Zdarzały się i zdarzają — odparł Znicz — w dziejach świata czyny szalone, nieobliczalne, których następnie wypierają się rządy i stronnictwa, potępiając zupełnie szczerze ich sprawców, ale które wypływają z nastroju chwili i mogą stać się zapowiedzią wielkich przewrotów. Mieliśmy przykłady tego w przeszłości. Dzisiejszy zamach jest, być może, również taką zapowiedzią. Do czego zmierza bezpośrednio, o tem dowiemy się zapewne wkrótce, łatwo jednak domyślić się już teraz, że jest skierowany przedewszystkiem przeciwko mnie osobiście.
Gdy to mówił, do gabinetu wkroczyli wezwani przez Parkera jego pomocnicy. Rzeczowa ich narada z naczelnikiem policji trwała niedługo i wnet fale elektryczne rozniosły do wszystkich stacyj Europy wschodniej wiadomość o zamachu i wezwanie do pościgu zbrodniarzy, a zawiadomiony o nim rząd Federacji europejskiej zwrócił się na-