Strona:Stefan Żeromski - Uroda życia tom 1.djvu/122

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Skocz do: nawigacja, szukaj
Ta strona została skorygowana.


studya. Wychowanie w sferze rosyjskiej, żołnierska od najwcześniejszego dzieciństwa prostolinijność dyscypliny i tresury, matematyczne podstawy rozumowania, rosyjska „pryncypialność“ w sposobie ujmowania zjawisk zewnętrznego i wewnętrznego świata — wszystko to nie pozwalało znieść, strawić i wchłonąć zakresu rozbieżności i rozpylenia polskiej myśli, błądzącej, jak żywe srebro, między biegunami ekstazy i abnegacyi, — myśli bez steru i kompasu... Ileż to razy Piotr Rozłucki tłukł w jakąś książkę pięściami, i „rugał“ ją ostatniem, sobaczem, moskiewskiem wyzwiskiem, patrząc, jak się łamie, chwieje, błąka linia jej kierunku, jak siła jej pęka i leci, — sam szatan wie dokąd!...
Jedno w tych książkach polubił — to wieść o nieistniejącem, zapomnianem wojsku polskiem, — legendę o wodzach, co w wieczność odeszli z rozpaczą, „ręce załamawszy na pancerz“, sprawy swej nie dosięgnąwszy włócznią, przegrawszy wszystek swój zamysł wojenny. Polubił połamanych mieczów polskich szczęk o zardzewiałe pochwy, rozbitych ostrołęckich armat hurgot i łoskot, — konnicy zbieganej pod Grochowem tętent... Począł wmyślać się cierpliwie w klęski dalekie — dalekie, — głęboki dla nich poczuł szacunek — i żal...