Strona:Stanisław Przybyszewski - Z gleby kujawskiej.djvu/108

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    Widzę, jak idzie ku niej. Wstała, śmiejąc się, trochę zawstydzona; założyła ręce na szyję; on patrzał na nią przez chwilę z bezmiernym zachwytem...
    Cała wieczność spłynęła. Ssałem ich każdy ruch, każde drganie ich ciał. Obliczałem każdy napływ siły w ich nerwach, każde naprężenie muszkułów. Zdawało mi się, że widzę, jak krew im stopniowo z wzrastającym szałem do mózgu napływa.
    Stali jeszcze chwilkę. Naraz wspięła się na palcach, wygięła się wkształt napiętego łuku i zatonęła wzrokiem w jego duszy. Porwał ją na ramiona, podrzucił na swe piersi, wgryzł się ustami w jej usta — pociemniało mi w oczach, schwyciłem kurczowo poręcz mego krzesła i krzyczałem jak wściekły:
    Silniej jeszcze, silniej!
    A krzyk mej woli był biczem, który ich na siebie smagał; zdawało mi się, że jestem tysiącznogłowym tłumem, który dwóch gladyatorów na siebie szczuje.
    Widziałem, jak się obślizgła z jego ramion, siadła na ziemi, oddychała głęboko i patrzała na niego.
    O ta nieskończoność sytego szczęścia w jej oczach, to bezkresne oddanie się w każdem drgnięciu jej ciała.
    Wyszedłem, taczając się, z pokoju.
    Może, że chciałem im dać czas, by się raz jeszcze sobą nasycić mogli.
    Gdym wrócił, leżał u jej nóg, całował jej stopy, i był szczęśliwy, och tak szczęśliwy...
    Teraz już nie cierpiałem więcej. Otrzeźwiałem i byłem na wszystko obojętny. Nie czułem bólu, nie czułem zazdrości: wszystko się skończyło.
    Położyłem się w ciemnym kącie na sofie, zapaliłem papierosa, paliłem jakiś czas, nie myśląc o niczem, słyszałem znowu jego deklamacyą i jej grę i usnąłem.
    Gdym się na drugi dzień przebudził, stała obok mnie i patrzała na mnie z jakąś bezwstydną otwartością. Może się chciała