Strona:Stanisław Mycielski - W sercu dżungli.djvu/99

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


słyszał. Była jedna chwila bardzo nieprzyjemna. Lwy mocno niezadowolone, że jakiś śmiałek śmie im przeszkadzać w nocnych poczynaniach, zaatakowały go. Jak Blake twierdził, zimno mu się zrobiło, gdyż z dwóch stron na niego natarły. Do jednego strzelał najdalej na 5 kroków. Kręcił się w kółko, by światłem ich odstraszyć. Wyobrażam sobie to miłe położenie i to brawurowe ryzyko. Niechby tylko lampka się zepsuła, jestem przekonany, że lwy i tak już wściekłe, natychmiast rzuciłyby się na niego i rozerwały w strzępy. Z punktu widzenia myśliwskiego, był to rzadki i ciekawy fakt, by lwy tak odważnie atakowały duży obóz. O tej porze roku, gdzie wysokie trawy pozwalają na łatwe podejście zwierzyny, moc wszędzie antylop i wszelkiego zwierza; więc trudno przypuścić, by lwy były tak głodne, by odważyły się na śmiały atak na nasz obóz. Po kilku dniach miałem wytłumaczenie tego ciekawego faktu. Miejscowi murzyni opowiadali, że od kilku tygodni w tej okolicy pojawiła się para kolosalnych lwów. On wyjątkowo duży, czarnogrzywy i niebywale odważny, nic się ludzi nie bojący. W okolicy twierdzili, że to sławny lew, który nieraz jadał ludzkie mięso i raz w niem zasmakowawszy, przekładał je ponad wszystko inne. Stąd nazwa lwów „Men Eater“. Faktem było, że podczas mego pobytu w tych stronach lwy zjadły troje ludzi z pobliskiej wioski. W nocy najspokojniej weszły lwięta do wioski i prosto z chat swe ofiary wyciągnęły. Dziwnym zbiegiem okoliczności porwały trzy stare murzynki, więc mimo strachu całej wsi, żałoba nie była zbyt poważna. Sądzę, że to te same lwy, co nas odwiedziły, były sprawcami popłochu całej okolicy. Słysząc o tym wielkim lwie, dusza myśliwska drży, by