Strona:Stanisław Mycielski - W sercu dżungli.djvu/98

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


wamy raczej niż widzimy, każde ich poruszenie. Najlepiej orjentują nas zwierzęta, które swem zachowaniem okazują zbliżanie się nieprzyjaciela. Ciągle zastanawiamy się, co robić. Blake wściekły, że nie może ani spać ani pomścić straty krowy i cielaka. W pewnej chwili słyszymy wyraźnie pomruk lwa i to tak bliko, że zimno się robi. Ze strzelbami gotowemi do strzału, w szalonem naprężeniu oczekujemy ukazania się cudownego zwierza. Promienie naszych lamp zataczają ciągłe kręgi, lecz mądry zwierz, kręcąc się w wysokich trawach, mimo że był blisko, nie miał zamiaru wejść w rejon światła, Mimo krzyków i świateł lwy ciągle dokoła nas krążą. Chyba noc całą czatować będziemy ze strzelbami, gotowemi do odparcia ewentualnego napadu? Nagle w kręgu świetlnym widzę wyraźnie falującą trawę i to nie dalej, jak o 20 kroków.
I oto jestem świadkiem wprost nieludzkiej odwagi Blake’a. Poleca mi, bym krokiem nie ruszył się z obozu, sam wchodzi w trawy i niknie mi z oczu. Za chwilę słyszę dwa szybko po sobie następujące strzały, po dziesięciu minutach znowu strzał. Emocje mam szalone. Musiał natknąć się à bout partant z lwami. W nocy, w wysokich trawach spotkania z atakującym królem zwierząt nie można zaliczyć do bezpiecznych. To też z radością słyszę nowe dwa strzały, ale już daleko od obozu.Widocznie jeszcze żyje, kiedy strzelać może. Po pół godziny wraca, zupełnie wyczerpany nerwowo. Opowiada, że zaraz po odejściu miał lwy tak blisko siebie, że wyraźnie słyszał szelest traw. Nie mógł widzieć ich ruchów, gdyż trawy były wyższe od niego. Strzelał, gdy miłe kotki za blisko niego się kręciły, naturalnie orjentując się według tego, co