Strona:Stanisław Mycielski - W sercu dżungli.djvu/93

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


mierzenia wbili w ziemię pale, przepletli je giętkiemi gałęziami, poprzetykali trawą, na wierzchu sklecili foremny dach z szuwarów. W przeciągu dwu godzin stał już ładny domek, bardzo kształtny i co najważniejsze zupełnie nieprzemakalny. Wielkie on nam oddawał przysługi w czasie deszczów; kiedy cała okolica zamieniała się w jezioro, myśmy spokojnie i sucho spędzali niezliczone godziny na najciekawszych rozmowach.
Było co słuchać. Blake od 18 lat rok rocznie spędza 6 miesięcy w dżungli; od Angoli aż po Kongo niema dla niego tajemnic. Wszędzie był, wszystko zna, tak faunę jak i florę, długie lata poświęcił studjowaniu zwyczajów i narzeczy murzyńskich, włada też prawie wszystkiemi, co jest znaczną pomocą w wyprawach. Za dużo już zabił w ostatnich latach, więc teraz prawie już nie strzela, chyba dla mięsa. Ostatecznie słoń i lew jeszcze go interesują. Natomiast od paru lat łapie żywcem zwierzęta. Liczne ogrody zoologiczne w południowej Afryce wiele mu zawdzięczają. Tego roku nic innego nie robi, tylko łapie przepiórki. Zależy mu specjalnie na pewnym gatunku, a że tych ptaszków bardzo mało, więc dostaje szału, gdy taką właśnie przepiórkę zobaczy. Dziwny ma sposób łowienia. Próbował na sidła, ale nie bardzo mu się to udawało, więc jeździ po stepie samochodem i poprostu forsuje. Nieraz byłem świadkiem tego polowania, nieraz też przeklinałem te jego przepiórki. Zdarzało się bowiem, że podjeżdżałem antylopę, a nagle zrywa się przepiórka, więc Blake natychmiast kieruje maszynę za ptaszyną i o nawróceniu w stronę antylopy mowy niema. Czasami specjalnie z nim jechałem, by obserwować to dziwne polowanie. Na wozie kilku murzynów z siatkami na motyle