Strona:Stanisław Mycielski - W sercu dżungli.djvu/90

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


niny i odpowiednią porcją whisky. Jest prawie nieprzytomny. Ładna perspektywa na jutro! Wody mamy mało, nie wiemy, gdzie jesteśmy, a nasz przewodnik leży chory na malarję, co niewiadomo jak długo może potrwać. Siedząc przy ogniu, naradzamy się z panią Blake, co nam należy czynić w razie przedłużenia choroby. W niewesołych myślach udajemy się na spoczynek.
Nagle około pierwszej w nocy budzą mnie wrzaski murzynów, zdala słychać ryki jakieś, skrzypienia i przekleństwa murzynów. To nasze sanie wysłane kilka dni przedtem, też nie mogąc trafić do Anguesi, napotkały nasze ślady, więc trzymając się wytkniętej marszruty, dotarły do naszego obozu. Raźniej nam się trochę zrobiło, rozbudowujemy obozowisko — wznosimy duży kraal z cierni, który ma pomieścić 24 woły, 6 koni pod wierzch (specjalnie cennych, gdyż należących do szczepionej przeciw Tse-Tse generacji), 12 krów mlecznych z cielętami i 5 osłów. Ponieważ nie wszystkie jednak zwierzęta znalazły miejsce w zagrodzie, kilka krów przywiązano do pobliskich drzew, poczem rozszerzono ognie, murzyni się pokładli i za chwilę tylko świerszcze przygrywały śpiącemu obozowisku.
Nagle około 3-ciej w nocy budzi mnie silny chwyt za głowę, przy nieludzkich wrzaskach ludzi, rżeniu koni, ryczeniu krów, kwiku osłów. Ściągnięty z łóżka przez przerażonego służącego chwytam za broń i w tej samej chwili słyszę bek cielęcia. Wszystko to trwało kilka sekund i nim zdążyłem się zorjentować, co się dzieje, dwa lwy o 15 kroków od mego namiotu zabiły krowę i porwały cielaka. Osły pierwsze poczuwszy Iwy, wszczęły alarm. Murzyni w mgnieniu oka wdra-