Strona:Stanisław Mycielski - W sercu dżungli.djvu/83

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


kodyli lub hipopotamów na bliski dystans prawie niemożliwe. Rozpacz mię ogarnia, duszę się wprost z gorąca (118 stopni Farenheita!) i w tej męczarni na pocieszenie nawet krokodyla nie mogę zobaczyć!
Pod wieczór znowu zmartwienie. Przedemną leży mój żelazny kuferek z najpotrzebniejszemi przedmiotami, są tam naboje, lunety, papierosy, drobiazgi toaletowe i.t.p. Chcę wyciągnąć tytoń do fajki, chwytam za wieko i odskakuję wtył z okrzykiem bólu. Rozgrzane wieko, wystawione na całodzienne działanie słońca, znowu mi figla wypłatało, parząc mi dłoń dotkliwie. Przed samym zachodem słońca nagły krzyk: „Kwena!“ Zrywam się — no i wreszcie zobaczyłem krokodyla, który z małej ławicy w mgnieniu oka skoczył do rzeki. Nigdy nie myślałem, że ta duża jaszczurka nawet na lądzie jest tak zwinna i szybka.
Każda noc podzwrotnikowa dziwne wywiera wrażenie. Chociażby zachody słońca. Zachodząc, słońce olbrzymią swą nierażącą oczu tarczą zawisa na chwilę nad horyzontem. W mgnieniu oka wszystko się wtedy zmienia. Kolory niespodziewane, w których fiolet i karmin są podstawą światła i cienia, w tysiącznych odcieniach kładą się po świecie. We wszystkiem nagła przemiana. Dziwny i przyjemny chłód, po całodziennym żarze wypełnia atmosferę. Dżungla jak gdyby zapomocą różdżki czarodziejskiej nagle się budzi. Ptaki znużone i ogłuszone skwarem dnia, rozpoczynają swe śpiewy; gdzieś wysoko ciągną żórawie i wtórują naprzeciw ciągnącym gęsiom. W całej dżungli poczyna tętnić silne, za dnia nieznane życie. Ciche skowyty szakali zmieniają się w nagle psie szcze-