Strona:Stanisław Mycielski - W sercu dżungli.djvu/82

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


wynosi się ponad nie potężny gmach wspaniałego baobabu, a na nim moc ptactwa wszelakiego, od ogromnych sępów począwszy, aż do małej świergocącej hołoty. Znużony jednak bezsenną nocą, rozciągam się wygodnie w leżaku, zasypiam. Po godzinie budzę się z krzykiem bólu. Słońce afrykańskie zrobiło swoje. Miałem na szczęście hełm na głowie, ale ręce po łokieć były nieosłonięte.Rezultat fatalny: skóra spalona, czerwona jak rak i do tego bolesne bąble, napełnione cieczą, palą paskudnie, do zwarjowania. Smarowanie wazeliną trochę pomogło, ale od tego czasu już z dużym respektem odnosiłem się do podzwrotnikowego słońca.
Upał zaczyna dokuczać, promienie odbijane w wodzie, potęgują żar, oczy palą, szukam ratunku u mego towarzysza, który łódź prowadzi. Z płacht robią mi rodzaj namiotu nad głową, zaczynam oddychać i wydobywszy dubeltówkę czatuję na ptaki, których tysiące widać na brzegach, ale pod lufę jakoś im nie skoro. Próbuję kulą na wielkie odległości, lecz drganie łodzi powoduje same pudła. Zniechęcony zabrałem się do fotografowania, czatuję na krokodyle, których ma tu być bez liku.
Pejzaż stale się zmienia, dżungla coraz gęstsza, drzewa większe. Płynąc około brzegu, napotykamy czasami szerokie, bagniste łąki a na nich miljony ptactwa, które, zauważywszy naszą łódź, z krzykiem i łopotem zrywają się, by o kilkaset metrów dalej w zbitej gromadzie zapaść. Było tam moc czapli, dropi, żurawi, czarnych bocianów, kormoranów, gęsi, kaczek, niezliczone ilości kulonów i kuligów i mniejszego ptactwa błotnego.
Niestety wody w tej porze roku (marzec) bardzo wysokie, więc ławice piaskowe, ulubione legowiska krokodyli przykryte wodą, przeto zobaczenie kro-