Strona:Stanisław Mycielski - W sercu dżungli.djvu/80

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


w gąszczu. Nic nie rozumiem, wiatr był dobry, podchodziłem w lesie, oglądam się i widzę na otwartem polu moich murzynów. W pasji podbiegam do nich. Przekleństwa choć polskie — lecą na ich kudłate łby i skutkują: przyrzekają tłumaczowi, że już się z wozu me ruszą.
Jedziemy dalej. Zaczynało się już robić ciemno, gdy w dali zauważyłem stado „impali“, złożone z 2 byków i 6 łań. Z dobrym wiatrem podchodzę w rzadkim lesie. Jedna łania musiała mię zwietrzyć stado ruszyło galopem. Widzę przez chwilę w luce byka i ryzykuję strzał, gdy wpada w gąszcz. W chwili strzału widoczny tylko tył i, zakładając jak do kuropatwy, pociągam za cyngiel. Efekt wspaniały, impala wyskakuje jak z procy wgórę i wali się jak gromem rażona. Radość szalona, pierwszy poważny strzał kulą na czarnym lądzie i to do tak pięknego byka tej rzadkiej antylopy w Afryce Południowej. Ze strzelbą gotową do strzału zbliżam się do leżącej i jeszcze ruszającej się ślicznej impali i na bliski dystans skracam jej męczarnie. Kulę dostała w krzyż. Rogi piękne w formie liry, wielkości naszego dużego daniela. Mimo że już ciemnawo, robię zdjęcie, poczem impalę ładujemy na auto.
W drodze powrotnej dostajemy się w stado szympansów, które niechętnie ustępują nam z drogi. Schodzę z maszyny chcąc fotografować. Niestety już za ciemno. Mimo to podchodzę na kilkanaście kroków do starego pana; przez kilka minut z ciekawością nawzajem się obserwujemy. Chcąc, by się ruszył, kłaniam mu się grzecznie, on z pogardą pokazuje mi tył i wolno wdrapuje się na drzewo. Wracam do maszyny. Widząc ten wzrok pogardliwy, przypomniałem sobie dykteryjkę o pewnej