Strona:Stanisław Mycielski - W sercu dżungli.djvu/76

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


można objąć spojrzeniem całych wodospadów. Nierówna, wijąca się linja jego krawędzi nie pozwala na to. Fragmentarycznie można całość z różnych punktów oglądać. Mimo, że widzi się z poszczególnych miejsc tylko małą część rzeki, to uczucie niebywałej potęgi tych największych wodospadów świata odczuwa się ze zgrozą. Przytem ten szalony huk, jakby tysiąc armat naraz strzelało, potęguje to wrażenie. Od czasu do czasu piana, która wzbija się aż gdzieś pod same chmury, poruszana wiatrem, spada nieoczekiwanie na zachwyconego widza. W jednej chwili jest się przemoczonym do suchej nitki, ale słońce afrykańskie szybko daje sobie z tem radę: trochę człowiek podymi, poparuje i już jest suchy. Niestety nie mogę długo pozostać w tym czarującym zakątku, muszę wracać do miasta, by załatwić formalności paszportowe i uzyskać zezwolenie na prawo noszenia w tym kraju broni. Znam już dobrze sposoby administracji angielskiej: mało gadania, jeszcze mniej podań i pisaniny. Rzeczowo, krótko i zwięźle sprawy wszystkie łatwo się przeprowadza.
Z żalem siadam do samochodu, by po półgodzinnej jeździe być w biurach administracji Północnej Rodezji. Kraj ten bowiem administracyjnie podlega wprost Londynowi, w przeciwieństwie do Południowej Rodezji, która podobnie jak Związek posiada swój rząd i parlament z gubernatorem na czele.
Szybko załatwiam wszystkie formalności; urzędnicy grzeczni i uprzejmi, starają się pod każdym względem ułatwić mi moje sprawy. Tegoż dnia zwiedzam klub sportowy — doskonały golf i korty tennisowe. Białych jest w Livingstonie i w okolicy około tysiąca. Jest to typowe miasto urzędnicze,