Strona:Stanisław Mycielski - W sercu dżungli.djvu/70

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


zbawiona pierwotnej wolności, szybkiej ulegała zagładzie.Dzisiaj jest już rzadkością spotkanie Buszmena czystej rasy.
Nieliczna garstka wegetuje jeszcze na północ od pustyni Kalahari, lecz już niebawem nadejdzie czas, gdzie Buszmen zniknie zupełnie z Czarnego Lądu. Najliczniejsza rasa to Bantu. Jest jej około 5 miljonów. W rasie tej wyróżnia się kilka szczepów, jak Zulusowie, Basutowie, Fingowie, Swazi, Barotse i parę pomniejszych. Najwspanialsi z nich to Zulusowie, żyjący przeważnie w Natalu. Prawdziwe z nich olbrzymy. Symetrycznie zbudowani, tworzą par excellence arystokrację murzyńską. Oni to stawiali najbardziej zacięty opór Białym, którzy po złote runo do ich kraju przybyli.
Rzadko wchodzą w związki krwi z innymi murzynami; Zulusowie przedstawiają wyjątkowo czystą rasę. Przez swą siłę i postawę, przez szereg zwycięskich bitew i podbojów z pogardą patrzą na inne murzyńskie ludy.
Język ich różni się dodatnio od innych narzeczy murzyńskich. Można go uważać za piękny, ma w każdym razie cechy muzykalne. Wśród jego brzmień słyszy się nieznane nam, tak zwane „Kliksy”. Są to dźwięki, wywołane klaśnięciem języka o podniebienie; odpowiada to naszemu K. Słyszy się to ciągle jak dźwięczne kleksty kastanietu.
Prócz murzynów sporo innej ciekawej ludności. Są to tak zwani kolorowi. To Hotentoci, Malajczycy i inni zamorscy, raczej czarniawi obywatele.
Po większych miastach prawie cała służba rekrutuje się z Hindusów, którzy dla swej kultury i spokoju są bardzo przez białych poszukiwani.