Strona:Stanisław Mycielski - W sercu dżungli.djvu/69

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


by następnie przez kilka chemicznych procesów wydobyć z niej szczere złoto.
I tutaj murzyni mają swoje odrębne osady, ale już bez drutów kolczastych i systemu więziennego. Mimo to są w ciągłej obserwacji, gdyż i tu Moskwa nie próżnuje. Rok rocznie z komunistycznych szkół rosyjskich przybywają na teren Afryki Południowej dziesiątki dobrze wyszkolonych czarnych agitatorów. Rekrutują się oni przeważnie z Zulusów, rasy może najzdolniejszęj i najbardziej postępowej w całej Afryce.
Obserwując to mrowisko czarnych, tak w Kimberley, jak i w Johannesburgu można zauważyć różnorakość typów tych ludzi. Od hebanowo czarnych do popielatych, grubawi i chudzi, wysocy i nizcy dla laika przedstawiali się w niezrozumiałych kontrastach.
Nic dziwnego, gdyż w tych wielkich przemysłowych centrach znajdują się murzyni wszystkich ras i szczepów. Z olbrzymiej przestrzeni od Angoli aż pod Mozambik, od Przylądka Dobrej Nadziei aż pod Kongo, bezustanny werbunek sprowadza tego czarnego i taniego robotnika.
Liczne i ciekawe rasy zamieszkują Afrykę Południową.
Pierwotnymi mieszkańcami dzisiejszego Kraju Przylądkowego byli Buszmeni. Mali, krępi o szarożółtym kolorze skóry, kryli się w niedostępnych dżunglach. Żyli koczowniczo, a głównem ich zatrudnieniem było myśliwstwo. Lecz zwolna Biały wypierał nieznoszącego cywilizacji Buszmena, coraz bardziej na północ, ale i od północy Hotentoci i silna rasa Bantu krwawą walkę wypowiadają Buszmenowi. Skutkiem tego rasa ta, tępiona i po-