Strona:Stanisław Mycielski - W sercu dżungli.djvu/68

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


siatek na moskity. Miasto leży bowiem na wysokości 6000 stóp ponad poziomem morza, a złośliwe i niebezpieczne owady tej wysokości już nie znoszą.
W hotelu spotykam Panią Blake, która z nami ma zamiar jechać w dżungle. Miała już dobre wiadomości od męża, który szczęśliwie wylądował w swojej fermie myśliwskiej w Katimo. Decyduję się dzień pozostać w złotodajnej krainie, by choć pobieżnie poznać i jej przemysł.
Otóż przemysl dobywania złota zasadniczo różni się od kopalnictwa diamentów. Tu nie odgrywa roli szczęście i natrafianie na dobre lub złe gniazdo. W Johannesburgu pracuje się pod ziemią w wąskich sztolniach, do których prowadzą setki głębokich szybów. Kopalnie te niezmiernie przypominają nasz przemysł węglowy. Tu niema sposobności wzbogacenia się w kilku dniach, to nie żyły złota, lecz ruda z przymieszką tego drogocennego kruszcu i do tego ruda ta jest niskoprocentowa. Towarzystwa, posiadające wielkie kapitały, tylko wielkiemi obrotami i rozległemi terenami mogą uzyskać poważniejsze dochody.
To też pierwsi poszukiwacze złota rychło potracili wszystko, co mieli. Dopiero, gdy zawiązały się olbrzymie towarzystwa, dysponujące ogromnym kapitałem obrotowym, przemysł ten wszedł na normalne tory. Dzisiaj Afryka Południowa posiada jakby monopol produkcji złota. Mimo że ruda jest małoprocentowa, to pokłady są tak olbrzymie, że na długie bardzo czasy wystarczą.
Z tych głębokich szybów wagoniki wywożą jasną, piasczystą ziemię na powierzchnię. Dziesiątki maszyn w rodzaju młynów przerabia rudę,