Strona:Stanisław Mycielski - W sercu dżungli.djvu/58

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


bronionego przez dzikie szczepy murzyńskie. Na miejscu sprawdzają istnienie olbrzymich bogactw. Tysiączne rzesze awanturników z całego świata już tam ściągnęły. Pośród walk z Zulusami, jako też i często z białymi, powoli zaczyna wznosić się miasto Kimberley. Rhodesa nie kuszą widziane bogactwa, nie opuszcza go chęć zostania księdzem, wraca więc do Anglji, kupiwszy tylko przedtem kilka „claims“ od właściciela fermy de Beers. Studjuje przez kilka lat w Oxfordzie, gdzie powoli traci powołanie, a myśl o skarbach Afryki oraz chęć wzbogacenia Anglji ostatecznie kieruje go do Przylądku Dobrej Nadziei. Ma już wielkie plany w pogotowiu. By móc je przeprowadzić, postanawia w najkrótszym czasie dorobić się dużej fortuny, twierdząc, że „nie warto mieć wielkich planów, o ile nie można ich zaasekurować w kasie ogniotrwałej i to dobrze wypełnionej“. Na miejscu Rhodes organizuje rozdrobnione pola de Beers’a w jedno wielkie przedsiębiorstwo. Mając oddawna tereny, należące do tej najbogatszej kopalni, po kilku latach intensywnej pracy i spekulacji, posiada już większość akcyj i jest panem sytuacji. W tym to okresie musi walczyć z poważnym konkurentem, a to Izaakiem Barnato. Barnato, syn rabina z Londynu, dotarł do Kimberley, przywożąc kilka pak cygar. Sprzedawszy je z dużym zyskiem, powrócił do Kapsztadu po większy transport, i tak manipulował, że w przeciągu czterech lat Rhodes miał już w jego osobie groźnego konkurenta, bo pan Izaak nabył w jego sąsiedztwie wielką kopalnię „Kimberley“. Zaczyna się walka między tymi jedynymi potentatami o akcje. Jeden drugiego podkupuje, akcje osiągają niebywałe ceny. Mimo walki wciąż jednak pertraktują, nareszcie Barnato