Strona:Stanisław Mycielski - W sercu dżungli.djvu/53

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


dym kroku doznają pieczołowitej opieki. Nie jest to tylko opieka właściciela, ale i rządu. Wywóz bowiem owoców jest ogromny i stanowi poważny dochód. Dlatego też rząd związkowy, widząc olbrzymie korzyści, płynące z tego handlu, specjalną opieką otoczył fermerów, zajmujących się eksportem owoców.
Mimo wielkiej i tak doborowej jakości owoców, rzadko w handlu mogłem spotkać prawdziwie piękne okazy. Wszystko co „prima“ idzie na eksport, gorsze zostają w kraju. Więc jedynie u znajomych fermerów korzystałem z tych specjałów, nigdzie zresztą w handlu niespotykanych.
A dla smakoszów prawdziwy tu raj: Więc znajdziesz ananasy, małe wprawdzie, ale niezmiernie soczyste i słodkie, ciekawy owoc „avocados“, nader pożywny i zdrowy, choć bez przyprawy sam w smaku nie do przełknięcia. Podają go zwykle z octem i oliwą, czasem z cukrem i sokiem cytrynowym. Dalej orzeźwiające, „grape-fruits“, podawane na początek obiadu, słodkie i soczyste „grenadillas“, wielkie i mdłe „guawa’y“, mniejsze od naszych jasnożółtych melonów, figi, mandarynki, mango, „papaws’y“ i dziesiątki innych, których nie wspomnę.
Godzinami z okien wagonu patrzę na te wspaniałe sady i urodzajne pola i na ten tak bogaty kraj. Ale kto wie, czy za kilka lat jakieś nowe odkrycia bogactw mineralnych nie zmienią krajobrazu kwiecia i pól na dziesiątki kominów i głębokich szybów. Gdyż wiadomo, że cała Afryka, a szczególnie południowa, kryje w swem wnętrzu niezmierzone bogactwa mineralne. Niema dnia, by nie doniesiono o nowem odkryciu.
A mimo tego wielkiego bogactwa, tak mineral-