Strona:Stanisław Mycielski - W sercu dżungli.djvu/52

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Widnieje od czasu do czasu plantacja bawełny i herbaty, ale to jeszcze pierwsze próby. Duże plantacje znajdują się dalej na północ w okolicy Natalu i Zululandu. To samo z trzciną cukrową.
Ale co podziwiam najbardziej, to wielką kulturę ziemi. Jeżeli weźmiemy pod uwagę, że dopiero w połowie XVII-go wieku pierwsi biali osiedlili się w Kraju Przylądkowym i że ci zapoczątkowali rolnictwo, to postęp olbrzymi. Nietylko, że dzisiaj przeszło 100 miljonów morgów jest w posiadaniu fermerów, ale pod niektóremi względami fermy te technicznie wyżej stoją od gospodarstw europejskich. Z okien wagonu widzę najnowszego typu pługi motorowe, najnowsze maszyny rolnicze, stada rasowego bydła i koni.
Fermer musi tu walczyć z dwoma groźnymi przeciwnikami, to jest brakiem wody oraz tak groźną dla bydła muchą „tse tse“. Dają jednak sobie radę. Wodę, w okresie deszczowym, łapią w wielkie rezerwoary; głębokie studnie w czasie suszy też są pomocą dla rolnika. Rząd zawzięcie tępi „tse tse“ i w niektórych okolicach zupełnie tę muchę wyplenił. Liczne szczepionki też chronią bydło przed tą plagą, które z czasem nawet zupełnie uodpornia się przed tą straszną chorobą.
Od początku mojej podróży uderzyło mnie niezwykle rozwinięte ogrodnictwo, oraz wielkie przestrzenie dużych, pięknych sadów. W pobliżu Kapsztadu sady te niczem się nie różnią od naszych.Te same grusze, brzoskwinie, morele, jabłka, słowem wszystkie europejskie owoce doskonale się udają na całym terenie Związku.
Zwraca uwagę przytem jeden ciekawy szczegół — nie spotkałem ani jednego sadu źle utrzymanego. Wszystkie w wzorowym porządku, na każ-