Strona:Stanisław Mycielski - W sercu dżungli.djvu/51

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


i winnice, ale już od De Aar widnieją zdala duże góry, które szerokiem pasmem ciągną się aż pod sam Johannesburg. Niestety za daleko przejeżdżamy od Basutoland’u, gdzie pasma gór Drakensberg pokryte są wiecznym śniegiem. Na zachód nizinna pustynia, która ciągnie się na północ przez angielski Bechuanaland, granicząc wyżej na północy z Protektoratem Bechuana oraz z wielką, bezwodną i dotąd mało zbadaną pustynią Kalahari. Mamy też dzisiaj jechać kilka godzin wzdłuż Oranji, przejeżdżając przez wspaniały most nad rzeką tej samej nazwy.
Siedzę przy otwartem oknie i podziwiam widoki. Trudno uwierzyć, że jestem w Afryce, gdyż to, co widzę z okien wagonu, przypomina Europę i jej cywilizację. Przy samym torze równolegle wije się doskonała szosa, na której w kłębie kurzu liczne samochody w wielkiem tempie bez trudności mijają nasz kurjer.
Trochę dalej widnieją śliczne domki fermerów, tonące w powodzi kwiatów. A jak okiem sięgnąć pola i sady.
A że klimat Związku daje możność uprawy zarówno zbóż i roślin europejskich jak i tropikalnych, więc różnorodność wielka. Wielkie łany naszej złotej pszenicy graniczą z polami kukurydzy, tem głównem pożywieniem ludności kolorowej.
Dzięki francuskim Hugenotom, którzy pierwsi w 18-tym wieku przywieźli z sobą winne grono, podziwiam liczne a wzorowo prowadzone winnice.
Liczne plantacje tytoniu, Kaffir Corn’u, słodkich kartofli i naszych zbóż tworzą zdala kolorową mozaikę.