Strona:Stanisław Mycielski - W sercu dżungli.djvu/47

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


wjeżdżamy w krainę ferm, które raczej do ogrodów niż do wsi porównaćby można. Ludność kocha się tu w kwiatach. Takiego bogactwa barw, takiej ilości kwiecia nigdzie w życiu nie spotkałem. Każdy najmniejszy i najskromniejszy domek to prawdziwy ogród botaniczny. Króluje naturalnie protea. Jest to zaiste przedziwna roślina. Znana jest w kilkuset odmianach: od malutkich kwiatków, które prawie trzeba oglądać przez szkło powiększające, do tak dużych, jak największe nasze słoneczniki (Protea grandiflora). Co do formy to chyba można je porównać do karczocha lub do słonecznika, gdyby był pełny. Mienią się wszystkiemi kolorami tęczy. Całe stoki gór pokryte są kwitnącemi krzewami protei, a ponieważ przeważa w nich kolor czerwony, więc widok gór jest wprost purpurowy. O ile mi wiadomo, Kraj Przylądkowy jest jedynym na świecie, gdzie rosną protee i niezmiernie się tem chlubi. Związek podniósł kwiat protei do godności państwowej, gdyż obok antylopy Spring Bok na wszystkich emblematach państwowych widnieje protea. Zrywanie tego kwiatu jest surowo wzbronione i ostro karane.
Gdy mowa o florze, należy wspomnieć o drzewie, rosnącem na Górze Stołowej, które jest unikatem i które tylko na jednym stoku tej ciekawej góry rośnie. Jest to tak zwane „srebrne drzewo“ (Leucadendron argenteum), podobne może z pokroju do naszych topoli nadwiślańskich. Liście, składające się z cienkich pasemek, są srebrne i to tak bardzo srebrzyste, że trudno uwierzyć, że w żywej przyrodzie taki kolor może istnieć. Tak samo jak i protee, drzewa srebrne są w ścisłej opiece rządu, a zerwanie nawet kilku listków jest karane jako poważne przestępstwo. Przez kilka