Strona:Stanisław Mycielski - W sercu dżungli.djvu/43

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


wypadają mdło i niepewnie. Jestem w rozpaczy, bo bez dobrych fotograficznych pamiątek z tej wyprawy to połowa przyjemności, a kupno innej kamery nie bardzo mi się uśmiecha.
Zakłopotany tem udałem się do właściciela ogromnego składu firmy Kodak i pytam, co mam robić. Pokazuję mu mój aparat i proszę, by go wypróbował. Po kilku dniach pokazuje mi zdjęcia cudowne, ale przyznaje, że aparat trudny i skomplikowany, a w każdym razie niepraktyczny na taką wyprawę, gdyż za dużo zabiera czasu przez konieczne obliczenia przed każdorazowem użyciem go. Radzi mi więc poprostu, bym kupił zwykły Box-Kodak, twierdząc przy tem, że to przecież najlepsze aparaty i że czasem można natrafić na wprost znakomity. Stawia mi do dyspozycji 12 sztuk i radzi wszystkie wypróbować; a nuż pośród nich znajdzie się jakiś wyjątkowy. Każdym aparatem zrobiłem po sześć zdjęć. Okazało się, że ta próba była doskonała. Siódmy aparat naprawdę był nadzwyczajny. Zdjęcia w słońcu, zbliska i na dużą odległość wypadały bajecznie. Muszę przyznać, że nigdy w życiu tak dobrego aparatu nie miałem i to za śmieszną cenę jednego funta. Zaopatrzyłem się w materjał na 500 zdjęć, i z niecierpliwością oczekiwałem daty wyjazdu.

Niespodziewanie otrzymałem z kraju wiadomość, że muszę przyśpieszyć mój wyjazd z Kapsztadu. Termin wyjazdu wyznaczony już na kwiecień. Rozpacz! Jeżeli Blake nie będzie mógł wcześniej wyruszyć, to w takim razie będę zmuszony z całej wyprawy zrezygnować. Na moje szczęście Blake znowu zawitał do domu na kilka dni. Pędzę do niego i opowiadam mu tę straszną dla mnie wiadomość. Poczciwiec zgadza się ter-