Strona:Stanisław Mycielski - W sercu dżungli.djvu/42

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


na dzisiaj. Wracam do domu i dziwnie w głowie mi się kręci, nie od szampana, — pewno sprawdza się na mnie przysłowie, że „szczęście upija“.
Dwa następne dni najdokładniej omawiamy mój wyjazd, w szczególności, jakie rzeczy mam ze sobą zabrać, jaką broń etc. i ustanawiamy dokładnie datę mego wyjazdu z Kapsztadu. Według planu mam ruszyć w pierwszych dniach kwietnia. Pozostają mi więc dwa miesiące na przygotowanie się do wyprawy. Strzelby i przybory myśliwskie mam w komplecie, zaopatrzyć się więc muszę tylko w ubranie i inne konieczności. W składzie dla armji angielskiej dostałem konieczne szaty, nader prymitywne i tanie, ale doskonałe co do jakości.Trzy pary krótkich spodni po kolana, dwie pary długich oraz bryczesów stanowiły moje pierwsze zakupy. Wszystko z lekkiej khaki brązowej, tak samo koszule z krótkiemi rękawami.
Co do broni, to biorę stary i wierny pięciostrzałowy Mauser kol. 8 mm, Manlicher 9’5, dubeltówkę kal. 20 oraz duży rewolwer Colta. Uzbrojenia dopełnia krótki, silny kordelas. Na słonie i nosorożce Blake ma pożyczyć mi swoją broń, a mianowicie trzystrzałowy karabin angielski kal. 505. Jest to poprostu armata, a nie strzelba, ciężki bardzo, ale mimoto składny. Podobno efekt kuli niebywały. O ile wiem, jest to największy kaliber myśliwskiej broni.
Mam wielki kłopot z aparatem fotograficznym. Kupiłem jeszcze w Berlinie specjalny do Afryki, bardzo drogi i skomplikowany aparat Zeissa i byłem, przekonany, że w tem cudownem słońcu muszę mieć wspaniałe zdjęcia. Od roku wprawiam się w używaniu tego aparatu i jakoś nie mogę zrobić naprawdę dobrej fotografji. Wszystkie zdjęcia