Strona:Stanisław Mycielski - W sercu dżungli.djvu/39

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


III

Po przeszło rocznym pobycie w Kapsztadzie dzisiaj wieczorem mam poznać Mr. Roberta Blake, najsławniejszego myśliwego Afryki Południowej. Tyle już o nim słyszałem, a dotąd nie mogłem się z nim spotkać. Mimo że przeszło rok już jestem w Kapsztadzie i że często bywam u jego matki i siostry w ślicznym ich pałacu „Sans Souçi“, jego nigdy zastać nie mogłem w domu: Nareszcie radosna wiadomość: Blake wczoraj wrócił z wielkiej wyprawy aeroplanem, gdzieś z pod równika, gdzie szukał nowych i nieznanych terenów łowieckich. Za trzy dni znowu wyjeżdża w świat. Wiem że zawadzi o Angolę, gdyż będzie tam szukał jakiejś rzadkiej zwierzyny i czarnej antylopy.
Wieczorem zajeżdżam do Blake’ów. Siostra jego, przemiła panna Aurora, od dawna jest ze mną w zmowie. Chodzi o bagatelkę. Robert ma mnie zaprosić ni mniej ni więcej jak tylko na wyprawę w głąb Czarnego Lądu. Mam szalone emocje: Pojadę, czy nie pojadę? Tysiąc możliwości błyskawicą przelatuje mi przez głowę. Wreszcie zajeżdżam przed pałac.
Na wstępie zaraz dowiaduję się, że Robert jest nieprzytomny z radości, gdyż jeden z jego koni wyścigowych wygrał dużą nagrodę w Durbanie. Chwała Bogu! Szkoda że tylko jeden; w każdym razie za chwilę poznam tego mistrza.