Strona:Stanisław Mycielski - W sercu dżungli.djvu/34

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


pierwsze kroki i zasady lotnictwa wzorowały się na locie tych ptaków. Nie zdarzyło mi się widzieć ptaka, któryby z taką minimalną ilością ruchów skrzydeł potrafił tak szybko płynąć, lub na miejscu w powietrzu trwać. Jedynie sępy, które obserwowałem podczas wyprawy łowieckiej, możnaby do albatrosów porównać.

Za 4 dni mamy dopłynąć do Kapsztadu. Zarząd i dowództwo okrętu, jakby chciało na pożegnanie prześcignąć się w uprzyjemnianiu ostatnich chwil, spędzonych na Carnarvonie. Więc wielki bal maskowy, zapowiedziany na wieczór. Istny szał ogarnął okręt cały. Nie ma na świecie Anglika lub Angielki, która ponad wszystkie zabawy nie przekładałaby maskaradę. Fryzjer oblężony od świtu, sklepik okrętowy wykupiony do ostatniej materji, do ostatniej zabawki. Wszyscy latają jak opętani. Każdy pożycza co może i nie może. Widać, jak panowie suną po korytarzach, trzymając ukryte jakieś podejrzane przedmioty, panie w pidżamach zupełnie już potraciły głowy. Biedni stewardzi co chwila zbiegają do magazynów okrętowych, gdzie złożono duże kufry. Z nich to biedacy muszą wykrywać i wynosić przeróżne szale, pióra i inne akcesorja. Nawet w kuchni okrętowej ruch nielada. Od czasu, kiedy ks. Walji podczas swojej ostatniej podróży do Afryki na balu maskowym na okręcie przebrał się za kucharza, trawesti na biało z patelnią w ręku jest niezmiernie w modzie.To też kuchciki Carnarvona radzi byli bardzo i szafowali fartuchami na wszystkie strony, licząc na poważne z tej uprzejmości zyski.
Przyznać trzeba, że pomysłowość była wielka. Wspaniałe kostjumy, niektóre niezmiernie bogate