Strona:Stanisław Mycielski - W sercu dżungli.djvu/23

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


w wodzie nie żyją, ani do żadnego żyjącego w dżungli zwierzęcia nie są podobni.
A że filozofem był od urodzenia, niezbyt się przejmował, że całe rzesze tych czarnych wyległy na sam brzeg rzeki, że wzniesione ręce, uzbrojone w długie kije, dziko wymachiwały w kierunku wody. Wszystko to widział dokładnie stary Tembi, słyszał nawet długo nie milknące wrzaski, ale ukołysany monotonnym szumem rzeki, przylgnąwszy całym swym ciężarem do swej ofiary, słodko zasnął.
Jeszcze krzyki nie umilkły, gdy zdala ukazała się mała łódź, wartko prująca wodę rzeki. Mimo, że jedna tylko postać kierowała tą łodzią, znać było, że sprężyste ramię dzierży ster i wiosło.W raptownym zakręcie posłuszna łódź wpadła w mały kanał, wijący się wśród sitowia i lekko przybiła do piasczystego brzegu.
Nie był to dzielny wojownik plemienia, który daleką niebezpieczną wyprawę odbywał i teraz syt chwały wracał do swojej wioski rodzinnej. Nie! To nie był mężczyzna, który wraca obładowany mięsem i rybami. Pusta była łódź, z której lekko wyskoczyła naga czarna kobieta.
Księżyc w całej pełni oświetlił cudną postać dziewczyny. Wysoka, smukła, z dumnie podniesioną głową, stała chwilę wpatrzona w tarczę księżyca i tak trwała bez ruchu. Jędrna jej pierś spokojnie się wznosiła po przebytym wysiłku. Zaiste, piękna była Mru, córka wodza.
Lubieżnie wyciągnęła ręce do wielkiego, czerwonego jak krew księżyca i wzniosła ku niemu swą pieśń miłosną.
Zrazu cicha melodja przemienia się w rytmiczne akordy pełne namiętności i szaleństwa. Drobna jej noga w takt pieśni przebiera w gorącym jeszcze