Strona:Stanisław Mycielski - W sercu dżungli.djvu/191

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


bardzo, i za nic nie chcieli mi zdradzić miejsca, gdzie się woda w tej okolicy znajduje. Na drugi dzień wyruszam w dalszą drogę. Upał, więc moi ludzie już na dobre zaczynają odczuwać pragnienie. Wytrzymał jednak przez cały dzień, dopiero pod wieczór po licznych naradach zdecydowali się wyruszyć do znanej im wody. Po godzinnym marszu w wielkiej gęstwinie sączyło się małe, ale zimne i zdrowe źródło. W ten sposób zdołałem ich zmusić, by mi zdradzili obecność każdej wody w dużym promieniu od Anguesi. Po kilku tygodniach, widząc, że zawsze znajdę na nich sposób, sami już dobrowolnie wodę mi pokazywali.“
„Raz tylko — opowiada mi dalej mój przyjaciel — o mało nie umarłem z pragnienia. W kilka osób wybraliśmy się do pustyni Kalahari celem zabicia rzadkiej pustynnej antylopy oryx. Postrzeliłem jedną sztukę i konno chciałem ją do gonić. Ja tylko miałem konia i wnet murzyni pozostali w tyle. Oryx zdołał ujść, a ja na dobre zgubiłem się w pustyni, absolutnie nie wiedząc, w której stronie znajduje się obóz, tak jak ty dzisiaj rano. Błądziłem przez cały dzień. O znalezieniu wody nawet nie marzyłem. Straszna jest ta bezwodna pustynia Kalahari, do dnia dzisiejszego jeszcze mało zbadana. Przez trzy dni napróżno starałem się jakiekolwiek odnaleźć ślady, sam z pragnienia odchodziłem od zmysłów. Cierpienia te były tak straszne o jakich nie ma się wyobrażenia. Koń mój padł. Czwartego dnia nad ranem wiedziałem, że i mój koniec nie daleki. Ruszyć się już nie mogłem i niebawem straciłem przytomność. Przyszedłem do siebie, kiedy ktoś wlewał mi do ust wodę. Szczęśliwym trafem odnaleźli mnie Buszmeni, którzy w tej okolicy polowali.