Strona:Stanisław Mycielski - W sercu dżungli.djvu/183

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


gnienie i t. d., to właśnie wszystko usprawiedliwia fakt zabicia. Przytem ważną rolę odgrywa tu kwestja pożywienia. Przecież przez cały czas wyprawy człowiek żywi się tem, co zabije, a zabicie w Afryce jakiejkolwiek zwierzyny jest rzeczą łatwą, o ile strzela się do wszystkiego, co pod lufę przyjdzie. Cały urok właśnie polowania polega na tem, że myśliwy wybiera swoją ofiarę, która prócz koniecznego mięsa, da mu poważne trofeum w postaci rogów lub pięknej skóry. Uwzględnić też trzeba poważne niebezpieczeństwo, na jakie naraża się myśliwy, strzelając do jakiejkolwiek zwierzyny na tym kontynencie. Ja wprawdzie przez cały czas mojej wyprawy raz tylko byłem atakowany przez roana; jedna szarża na kilkadziesiąt sztuk przeze mnie zabitych antylop, to mały stosunkowo procent. Lecz gdy się słyszy opowiadania wiarygodnych znawców tego kraju, to procent myśliwych, którzy zostali zabici lub ciężko ranni i pokaleczeni przez zwykłe antylopy, jest wprost nie do wiary, Zwierzyna w Afryce ma jedną własność, a to tę, że ciężko ranna bez wyjątku ostatnim odruchem sił zwraca się ku myśliwemu, wręcz odwrotnie od zwierzyny europejskiej, która do ostatniej chwili stara się od człowieka oddalić.
Ciekawsze statystyki pod tym względem pokazywał mi na okręcie w drodze powrotnej z Europy stary znajomy doktor z Konga Belgijskiego. Wierzyć mi było trudno, gdy mi wykazywał, ile miał w swojej praktyce ciężko rannych pacjentów, którzy byli pokaleczeni przez malutką antylopę oribi, znacznie mniejszą od naszego rogacza. Małe, ale jak igły ostre rogi straszną są bronią tej napozór tak nieszkodliwej antylopki. Najgorsze, że po większej części rana nawet napozór