Strona:Stanisław Mycielski - W sercu dżungli.djvu/180

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


On też uczy murzynów plantować bawełnę i kawę. Jest w jednej osobie ministrem sprawiedliwości, przemysłu, handlu, wojska, konferuje ze szczepami, jest lekarzem, karze lub nagradza, a zawsze jest Anglikiem, mimo że od generacji siedzi nieraz w Afryce i wie, że nigdy do Anglji nie powróci, chyba na krótki urlop, zawsze czuje się przynależnym do miejsca dawnego swego „home“. Anglik zawsze czuje się wszędzie jak u siebie w domu, potrafi jak nikt na świecie czasowo ułożyć sobie wygodne życie, mieć swój ładny dom, rodzinę, ale nigdy nie powie, że to jego kraj. Interes osobisty, dobro Wielkiej Brytanji, czasowo trzyma go poza Anglją, rok, lub całe życie, ale zawsze jest i czuje się obcym w danym kraju. Marzy tylko, by on lub jego syn mogli kiedyś jako bogaci ludzie osiąść w Londynie. Król, Anglja i Londyn, to ich myśl i cel całego życia. Wyjątków nie spotykałem, a wychodząc z założenia, że jeden kierunek, jedna myśl i cel jest silniejszy od wielu różnych kierunków i zapatrywań, łatwo więc też zrozumieć siłę i prestige tego Państwa. Pracują też ci ludzie mocno w tym kraju, gdzie tylko energja i pomysłowość popłaca; często więc z niskiego stopnia urzędniczego wznoszą się na wysokie szczeble karjery. Afrykę można nazwać „krajem wszystkich możliwości“. Nierzadkie tu są wypadki fenomenalnego wzbogacenia się w kilku dniach, jak i dużych karjer politycznych.