Strona:Stanisław Mycielski - W sercu dżungli.djvu/18

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


z procy wyskakują z łódek, nikną w toni, by po kilku sekundach wypłynąć na powierzchnię z pieniążkiem w ustach. Długo patrzyłem na tę zabawę i mogłem zauważyć, że ani razu zgrabni ci chłopcy monety nie zagubili.
Lecz na dolnym pokładzie tłum ludzi ze swemi towarami urządził istny bazar. Wszystko, co na Maderze rośnie i co Madera wyrabia, jest tu na sprzedaż. Więc, oprócz przepięknych owoców i kwiatów ładne obrusy i chustki, ręcznie malowane i haftowane, różne rzeźby z drzewa, przedstawiające przeważnie zwierzęta, i specjalność przemysłu tej wyspy, koszykowe meble.
Wschód czy południe, system handlu jest zawsze ten sam. W pierwszych targach ceny wyśrubowane o kilkaset procent ponad wartość towaru. Obserwuję genjalność sprzedawców. Swoją drogą kupcy ci z dziwną intuicją atakują bogatych pasażerów. Spokojny i flegmatyczny Amerykanin wyjmuje dolary i płaci każdą sumę. Kupuje a właściwie wykupuje wszystko co ładne i ciekawe. Steward z ironicznym uśmiechem odnosi do luksusowej kabiny stosy materjałów i wyrobów drzewnych.
Lecz oto pierwszy chrapliwy sygnał syreny. Załoga zmiata całe towarzystwo z pokładu. Ceny w jednej chwili spadają o kilkaset procent. Kupiłem w ostatniej chwili ładnego słonia z drzewa hebanowego za 16 sh. Przed chwilą Amerykanin zapłacił za takiego samego 12 funtów.
Mimo, że handel na samym okręcie był zakończony, trwał on jednak w dalszym ciągu z łódek.Każdy z przekupniów targował się jeszcze i pokazywał swoje towary. O ile dany pasażer zgodził się na kupno, to w jednej chwili zwinięty pęk sznurów wylatywał z łódki, rzucony z niezmierną