Strona:Stanisław Mycielski - W sercu dżungli.djvu/170

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


towarzyszy dawno już zwinięty i spoczywa na wozie. Za chwilę resztki ogniska zasypano piaskiem, a tylko udeptana ziemia wskazuje, że przez dłuższy czas stał tu obóz i wrzało życie. Po kilku dniach śladu z naszego pobytu już nie będzie, dżungla swą przemożną siłą znowu odbierze wyrwany jej kawał dziewiczej ziemi, nowe trawy i krzewy ze zdwojoną siłą rosnąć będą, by dogonić stracony czas i na dobre usunąć znienawidzony ślad ludzkiej cywilizacji.