Strona:Stanisław Mycielski - W sercu dżungli.djvu/165

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


sześć centnarów metrycznych. Na oko wygląda jak ogromny stadnik, tylko z wszystkiemi cechami antylopy, a więc kształtny w budowie i mimo ogromu cielska niezmiernie estetyczny. Zaraz rano Blake przyjedzie po resztę mięsa. Jest to bowiem najlepsze mięso ze wszystkich afrykańskich antylop. Nawet mała oribi ustępuje jej w smaku. W wesołych nastrojach wracamy już nocą do obozu. Blake cieszy się, że ma zapas dobrego mięsa do suszenia, ja co chwila spoglądam na przepiękne rogi i coraz bardziej dumny jestem z tak wspaniałego myśliwskiego trofeum. Kudu i ten eland to dwa rekordy co do wielkości.

Na drugi dzień rano idę spróbować szczęścia z kudu. Mam dobrego tropiciela, młodego chłopaka, który nie wiadomo skąd trafił do obozu. Ledwo weszliśmy w gąszcze, znajdujemy świeży trop małego stada kudu. Jest między niemi i duży byk. Serce zaczyna walić w niepokoju, a nuż drugie spotkanie z tą królewską antylopą. Idziemy z dobre dwie godziny za śladem, gdy na kilka kroków ode mnie przeskakuje malutka łania. Przed sobą spostrzegam ruch w krzakach i w małej luce na 30 kroków majestatycznie przechodzi piękny byk kudu.
Gąszcz jednak jak na złość tak gęsty, że z trudem mogę się posuwać. Byk przeszedł mi z lewa na prawo. Patrzę w tę stronę i spostrzegam na prawo od siebie rodzaj luki w tym przeklętym gąszczu. Zrywam lunetę i złożony czekam, może byk właśnie przez tę wąską lukę mi przejedzie, bo kierunek miał w tę stronę. Emocję mam nie do opisania. Dokładnie widziałem piękne, trzykrotnie zakręcone rogi, nie mogły się one porównać