Strona:Stanisław Mycielski - W sercu dżungli.djvu/16

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


dawane z jednego funta w kilka minut dochodzą do kilkuset i wyżej. Po przekroczeniu rubikonu ceny spadają, by ostatnia dosiągnęła marnego funta. Po tym istnym szale następuje cisza i nerwowe wyczekiwanie. Kapitan bowiem z oficerami robi pomiary. Nagle poruszenie. Pierwszy oficer z powagą wręcza biednemu krzykaczowi raport kapitana. „Statek Carnarvon przepłynął 194 mile“, ostatkiem sił wykrztusza spocony jegomość. Starsza pani z wypiekami na twarzy, podaje szczęśliwie wykupiony numer. Wszyscy patrzą z zazdrością.Wygrała na czysto kilkaset funtów. O pierwszej lekki lunch, i wszyscy idą spać. Większa część pasażerów śpi w wygodnych leżakach, rozstawionych na pokładzie. Cisza obowiązkowa do trzeciej. Nie wolno głośno rozmawiać, wszystkie gry zamknięte, nawet chodzenie po pokładzie jest wzbronione. Dopiero, będąc dłuższy czas w tropikach, zrozumiałem ważność tej popołudniowej sjesty, koniecznej dla nerwów i zdrowia.
Punktualnie o 3-ciej wszyscy się budzą. Ruch, sporty wrą tak jak rankiem, ale zwykle stają się trochę mniej ruchliwe w miarę posuwania się na południe, gdyż afrykańskie słoneczko robi swoje i każe bezwzględnie mieć się na baczności.
Po podwieczorku zwykle próby teatru amatorskiego, tej nieodzownej zabawy na każdym okręcie. Rzadko dochodzą do zagrania sztuki, ale przez długi czas pozostają najważniejszym problemem życia w tym małym światku. W tych to pracach dla dobra sztuki wyłaniają się sympatje i antypatje i różne mniej lub więcej pocieszne historyjki, no i nieodzowne w każdem większem skupieniu ludzkości ploteczki.