Strona:Stanisław Mycielski - W sercu dżungli.djvu/159

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Lecz najciekawsze zdarzenie miałem z młodym słoniem.
Lat temu cztery donieśli mi murzyni, że w pobliskiej okolicy ukazało się małe słoniątko, które samo bezradnie w pobliskim lesie spoczywało. Pocztą murzyńską też ich doszło, że kilka dni temu (polowałem w owych czasach nad samą granicą Angoli) murzyni tamtejsi zabili samicę słonia, która miała przy sobie młodą sztukę. Domyśliłem się odrazu, że awizowany słoń to właśnie owa sierota z Angoli. Tego samego dnia z kilkoma murzynami, zaopatrzywszy się w silne sznury, wyruszyliśmy do pobliskiego lasu. Z łatwością odnalazłem świeże ślady, z których odrazu poznałem, że słoniątko jest malutkie i powinno jeszcze być przy matce. Posuwając się ostrożnie śladami, po dwóch godzinach marszu spostrzegłem ciemną plamę pod dużem drzewem. Ku mojemu zdumieniu, podszedłszy bliżej, poznałem słoniątko, które wycieńczone długim marszem i głodem, spokojnie w cieniu spało. Nakazawszy murzynom zupełny spokój, naprędce z grubego sznura sporządziłem silną pętlę i tak uzbrojony zacząłem czołgać się ku niemu. Po chwili byłem tuż. Z wielką ostrożnością założyłem pętlę na jego nogę, drugi koniec silnie przywiązałem do drzewa, Słoń był w mojej mocy. Zawołałem murzynów, którzy z resztą sznurów przybiegli. Przez ten czas biedactwo nadaremno starało się uwolnić z więzów. Było jednak tak osłabione, że po kilku próbach stało już spokojne, pozwalając założyć sobie sznury na kark i na drugą nogę. Pod wieczór byliśmy już z naszym więźniem w obozie, gdzie zaraz zbudowano dla niego duży kraal z silnych bali. Mleko konserwowane, rozpuszczone w ciepłej wodzie, bardzo