Strona:Stanisław Mycielski - W sercu dżungli.djvu/157

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


ne kudu, na miejscu je zabiłem, prawdopodobnie przetrącając jej krzyż. W każdym razie doszedłem do przekonania, że nawet w najtrudniejszym terenie przy dobrej woli i wielkiej cierpliwości każde zwierzę można złapać.
Trzy lata jednak upłynęły, nim zdołałem mieć u siebie parę kudu i sable.
Mając już prawie wszystkie antylopy, żyjące w Barotseeland, postanowiłem spróbować szczęścia z żyrafami.
Łapanie żyraf okazało się znacznie trudniejsze, niż przypuszczałem. Nawet młode miały bowiem tak wielki handicap w długich nogach i wytrzymałość, że konno nigdy nie zdołałem ich sforsować. Postanowiłem przeto próbować dostać je z samochodu. Wyjeżdżałem w step z kilkoma murzynami, zaopatrzony w lasso i sznury. Cała trudność tego polowania polegała na tem, że byłem w jednej osobie szoferem i łapaczem. Gdym wypatrzył sobie stado żyraf, w którem zauważyłem młodą sztukę, natychmiast rozpoczynałem pościg, starając się młodą sztukę zmęczyć i przez pewien czas maszynę prowadzić obok niej. Podziwiałem nieraz odwagę matki, która do ostatniej chwili swojem ciałem ochraniała młode na wszelki sposób, utrudniając mi możliwość założenia pętli. To też nigdy nie udało mi się z wozu lassa założyć.
Postanowiłem zaryzykować skok z maszyny i w ten sposób ubezwładnić zwierzę. Z chwilą kiedy zmęczona żyrafa, pozwoliła się na bliski dystans podjechać i pewną chwilę obok maszynę prowadzić, wstawałem na siedzeniu, trzymając w ręku pętlę a w drugiej kierownicę i w odpowiedniej chwili zamykałem kontakt od maszyny, która własnym rozpędem w stepie sama jechała,